Ceremonia “wodowania” książki
PODRÓŻE KAPITANA PO MORZACH I HISTORII
Jeszcze moja książka była w drukarni, gdy spotkałem się na pokładzie Daru Pomorza z dyrektorem Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku – dr Jerzym Litwinem. W rozmowie podzieliłam się swoim marzeniem, aby książkę moją “zwodować” na pokładzie Daru Pomorza. Otrzymana odpowiedź była krótka: Jesteśmy tu po to, aby takie marzenia spełniać. I stało się. Zgodnie z ustalonym terminem i rozesłanymi zaproszeniami, w dniu 28 października 2009 r. o godzinie 17.oo w międzypokładzie Daru odbyła się ceremonia wodowania książki pt. “PODRÓŻE KAPITANA PO MORZACH I HISTORII” - autor Wiktor Czapp.
Już około godziny szesnastej zaczęli się zbierać zaproszeni goście – międzypokład zaczynał się wypełniać.
Dyrektor Centralnego Muzeum Morskiego jako gospodarz obiektu przywitał licznie zebranych gości, których według szacunku przybyło około stu. Przywitał przybyłych na uroczystość: prof.dr inż. Bolesława Mazurkiewicza – przewodniczącego Rady Centralnego Muzeum Morskiego, prof.dr kpt.ż.w. Daniela Dudę – prezesa Polskiego Towarzystwa Nautologicznego, profesora Akademii Morskiej w Gdyni – Kierownika pracowni Historii - dr Jana Kazimierza Sawickiego.
Następnie dyrektor C.M.M oddał mi głos, a ja uzupełniłem przywitanie. Powitałem swego pierwszego kapitana jachtowego – panią kapitan Krystynę Remiszewską, pod dowództwem której odbyłem swój pierwszy rejs morski na jachcie “Przygoda”. Powitałem też kapitanów Józefa Kwiatkowskiego i Józefa Joszczuka, którzy uczyli mnie poznawania morza i “abecadła” statkowego na pokładzie Daru Pomorza.
Pierwsze podziękowania skierowałem do dyrektora C.M.M dr Jerzego Litwina za spełnienie marzenia “wodowania” mojej książki na pokładzie Daru Pomorza.
Wielkie podziękowania skierowałem do małżonki Grażyny – mianowicie odczytałem fragment przedmowy z książki: “ Do napisania tych wspomnień w dużym stopniu przyczyniła się moja ukochana żona Grażyna, która moje bazgroły i chaotyczne nieraz myśli i zdania poprawiła i wyprostowała”. W podziękowaniu wręczyłem małżonce wiązankę czerwonych róż.
Słowa podziękowania skierowałem też do prof.dr Jana Kazimierza Sawickiego za napisanie przedmowy do książki oraz za włączenie jej pod pozycją 30. do renomowanej serii “Księgi Floty Ojczystej”. W taki sposób doznałem zaszczytu znalezienia się w gronie renomowanych pisarzy marynistów.
Wielkie słowa podziękowania skierowałem też do sponsorów, bez wsparcia których wydanie tej książki byłoby niemożliwe.
Niestety nie dotarł na ceremonię wydawca książki. Zaocznie otrzymał gorące podziękowania za trud włożony w wydanie tej publikacji.
Następnie w krótkich słowach omówiłem treść książki, a na zakończenie przeczytałem rozdział “Marynarska komenda do bandery – banderę staw”.
Kolejnym mówcą był prof. Jan Kazimierz Sawicki, który wypowiedział dużo ciepłych słów pod adresem książki i samego autora. Spośród zebranych w międzypokładzie, głos zabrała moja siostra – dr n.med. Halina Pawlik. Wspominała czas. Kiedy jako młoda dziewczyna przypływała wpław na Dar Pomorza zakotwiczony na redzie w rejonie portu jachtowego w Gdyni. Powiedziała ona:
Drogi Witku, Szanowni Państwo,
Autora książki znam od urodzenia… od mojego urodzenia, bowiem On wówczas miał 2 lata i już utrzymywał się w pionie. Wydawało mi się, że znam Go dobrze, tymczasem po przeczytaniu książki stwierdziłam, że tych Jego talentów nie znałam, a przynajmniej nie doceniałam.
Witku, książka jest pięknym pomnikiem wystawionym ludziom morza i pracy na morzu, jest również wyrazem szacunku i uznania dla Twoich wychowawców i nauczycieli, wyrazem przyjaźni i życzliwości dla kolegów i załogi a nade wszystko wyrazem umiłowania bandery biało-czerwonej i ogromnego żalu z powodu utraty potęgi polskiej floty handlowej.
Pasja do morza towarzyszy autorowi od lat szczenięcych. Morska droga życiowa Witka zaczęła się w Jacht Klubie Polski w Gdyni kiedy pływając na jachtach “Przygoda” czy “Skierka” poczuł zew morza. Z tego okresu pamiętam znamienny incydent - ciepły, październikowy dzień 1948 roku, wyjątkowo byłam w domu z powodu choroby. Około południa karetka pogotowia przywiozła Witka z nogą w gipsie odzianego w drelich powalany smołą i farbą. Okazało się, że Witek spadł z grot-masztu i złamał nogę. Przy okazji wyszło na jaw, że od tygodnia zamiast do szkoły Witek uczęszczał do Jacht Klubu pomagać bosmanowi Rozwadowskiemu w przygotowaniu jednostek do zimowania. Rodzinny wymiar sprawiedliwości potraktował łagodnie wagarowicza.
W mojej pamięci zapisał się szczególnie barwnie okres Twojego rejsu kandydackiego na Darze Pomorza (w 1951 roku). Dumny żaglowiec stał na redzie przed basenem jachtowym w Gdyni, a ja bywałam tam częstym gościem, przybywając wpław z gdyńskiej plaży. Motywacja do tych wypraw była prosta - ja miałam 18 lat a tam było tylu przystojnych jungów!! Jedną z takich wypraw podjęłam późnym wieczorem, było już ciemno, dość zimno a fala większa niż w dzień. W połowie drogi obleciał mnie strach. Bezpiecznie poczułam się dopiero gdy znalazłam się w smudze światła reflektora z Daru Pomorza. Jednocześnie usłyszałam głos wachtowego przy trapie: “Alarm, człowiek za burtą!”. Na pokładzie zrobiło się zamieszanie, chłopaki zgromadzili się przy burcie i z grupy słyszę głos Witka: “Jaki człowiek za burtą, to moja siostra.” Dostałam gorącej herbaty, ciepłą bosmankę na ramiona i zostałam odstawiona bączkiem do basenu jachtowego.
Po ukończeniu Państwowej Szkoły Morskiej w Szczecinie rozpoczęła się Twoja droga zawodowa, która zaprowadziła Cię na mostek kapitański. Wszystko to opisujesz skrupulatnie, barwnie i z sercem w swojej książce.
Drogi Kapitanie: obok Twojej pasji do morza, Twojego zaangażowania zawodowego i związanych z tym częstych nieobecności w domu, potrafiłeś razem z Grażyną, co szczególnie chcę podkreślić, stworzyć ciepłą, serdeczną, pogodną i kochającą się rodzinę, która składa się w istocie z trzech rodzin, bowiem każdy z Twoich synów, ma dwóch synów!. Bo trzeba Państwu wiedzieć, że w Szczecinie, w rodzinie Czappów rodzą się wyłącznie osobniki płci męskiej, nie przestrzegając obowiązujących parytetów.
Dzisiaj, kiedy Twój syn Krzysztof i Twój wnuk Błażej kontynuują tradycję morską masz poczucie ogromnej satysfakcji i dumy, w pełni uzasadnionej.
Wreszcie okres Twojej morskiej emerytury, kiedy zaproszony przez Krzysztofa brałeś udział w rejsach na statkach dowodzonych przez Twojego syna. Bardzo emocjonalnie piszesz o tych wyprawach: “Znowu na mostku kapitańskim, choć już w innym charakterze.(…) Pod stopami czuję bijące serce statku.” W relacjach z tych wypraw piszesz o ogromnych zmianach na mostku w związku z wprowadzeniem elektroniki: wiele informacji wyświetla się na ekranie, a GPS dostarcza danych, które dawniej trzeba było po prostu obliczyć. Piszesz o tym z ogromnym uznaniem ale jednocześnie pytasz: “ co by się stało, gdyby teoretycznie biorąc “wysiadły” wszystkie urządzenia elektroniczne i pozostał tylko kompas magnetyczny, a statek wpłynąłby w ławicę mgły??”
Jestem pewna, że znasz odpowiedź na to pytanie. Pozwól, że ja przedstawię swoją wersję: uważam, że mimo nowoczesnych “cudów” elektroniki i zmyślnych urządzeń nadal najważniejszy na statku jest dobrze wykształcony, opanowany i pewny swych decyzji kapitan, ten pierwszy po Bogu! Tak było, tak jest i tak zawsze będzie.
Życzę Ci Witku jeszcze wielu fascynujących rejsów.
Halina
Kolejnym punktem programu – najważniejszym – była ceremonia “wodowania”
Na matkę chrzestną książki poprosiłem swoją siostrzenicę i chrześniaczkę – panią Martę Wośko ( z domu Pawlik). Wyłamałem się z tradycji i postanowiłem, że książka nie będzie skrapiana szampanem lecz wodą morską i to wodą zaczerpniętą z basenu jachtowego w Gdyni, gdyż tu cała moja morska przygoda się zaczęła. Tu “połknąłem bakcyla morskiego”, który zaowocował 42-letnią pracą na morzu i dla morza. Matka chrzestna umoczoną w wodzie morskiej czerwoną różą skropiła książkę, wypowiadając rotę wodowania. Została obdarowana przeze mnie wiązanką róż.
Nastąpiła krótka przerwa na sesję fotograficzną. Z kolei zaprosiłem wszystkich na drobny słodki poczęstunek, a sam chętnym, którzy zakupili książkę rozpocząłem wpisywanie dedykacji.
Dalsze celebrowanie uroczystości kontynuowane było już w ścisłym gronie rodzinnym w mieszkaniu siostry Elżbiety.
Wielkie podziękowania należą się też załodze Daru Pomorza z jej kapitanem – Wojciechem Szewczykowskim oraz pracownikom Działu Marketingu z Centralnego Muzeum Morskiego za życzliwą i skuteczną pomoc w organizacji uroczystości.
Aby przyjaciele ze Szczecina nie byli pozbawieni wrażeń ceremonii wodowania, ustaliłem, że 10 listopada 2009 r. podobna uroczystość odbędzie się w Szczecinie. Dzięki uprzejmości JM Rektora Akademii Morskiej – prof.dr kpt.ż.w. Stanisława Gucmy otrzymałem do dyspozycji salę studenckiego Klubu Pod Masztami w gmachu Akademii Morskiej w Szczecinie, Wały Chrobrego 1-2.
10 listopada 2009 r. o godzinie 17.oo wybiciem jednej szklanki na dzwonie okrętowym, przy sporej ilości zaproszonych gości, rozpoczęliśmy uroczystość.
Spotkanie prowadził kpt.ż.w. Józef Gawłowicz. Nad prawidłowym działaniem nagłośnienia Sali czuwał nasz klubowy przyjaciel Witold Szadokierski. Na płycie DVD utrwalił całą uroczystość kpt.ż.w. Leszek Jasiński. Dużo zdjęć – zresztą jak zawsze – zrobił nasz kolega klubowy kpt.ż.w. Jerzy Litwiński. Robił też zdjęcia zaproszony na uroczystość artysta – fotografik Marek Czasnojć.
Kpt. Gawłowicz powitał licznie przybyłych. Następnie głos zabrałem ja, uzupełniając przywitanie szczególnie o swoich przyjaciół i znajomych. Wielką niespodziankę swoim przybyciem zrobili mi przyjaciele z Ückermünde – Państwo Ilse i Lech Sareccy.
Pierwsze podziękowania skierowane były do władz Akademii Morskiej w Szczecinie za udostępnienie sali. Tu również podziękowałem swojej małżonce, obdarowując ją wiązanką czerwonych róż. Obecnej na sali pani prof. Izabelli Dunin-Kwinta – wydawcy książki podziękowałem wręczając jej wiązankę kwiatów. Ponownie podziękowania popłynęły do sponsorów, bez wsparcia których książka na pewno by się nie ukazała. Na zakończenie swego wystąpienia oświadczyłem, że nie czuję się pisarzem-marynistą. Napisałem te wspomnienia aby ocalić od zapomnienia lata pracy i wspaniałych ludzi, z których wielu pełni już swoją wieczną wachtę na niebiańskich szlakach.
Przyjaciel mój – mgr Czesław Kramarz omówił krótko treść książki oraz cytował wybrane przez siebie urywki.
Prowadzący spotkanie kpt.ż.w. Józef Gawłowicz wygłosił laudację na temat książki i autora.
Nadszedł wreszcie czas na główny akcent ceremonii. Ogłosiłem, że tak jak na Darze Pomorza, tak i tu w Szczecinie książka zostanie skropiona wodą morską zaczerpniętą w basenie jachtowym, którą przywiozłem z Gdyni. Zrobiłem jeszcze jeden wyłom w ceremoniale, a mianowicie zamiast jednej matki chrzestnej, poprosiłem swoje dwie synowe: Małgosię – żonę Marcina oraz Julitę – żonę Krzysztofa, aby dokonały wodowania.
Obie matki chrzestne mocno przejęte swoja rolą przystąpiły do ceremoniału. Umoczonymi w wodzie morskiej (która stała na stole w czaszy orzecha kokosowego) czerwonymi różami skropiły książkę, wypowiadając rotę wodowania:
Docieraj wszędzie tam, gdzie Cię oczekują, przez lądy, morza i oceany.
Przynoś chwałę banderze Rzeczpospolitej, jej morskim uczelniom i autorowi.
Rozsławiaj imię polskich kapitanów, oficerów i marynarzy oraz morskich naukowców i wydawców.
Przekazuj następnym pokoleniom ideę wychowania morskiego,
zaszczep im "bakcyla" zarówno ciekawości świata i fascynujących podróży,
jak i wykonywania zaszczytnego zawodu marynarza.
Ucz i baw. Dawaj radość swoim czytelnikom.
Nadajemy Ci imię "Podróże Kapitana Po Morzach i Historii".
(Podobny tekst roty wypowiedziała matka chrzestna w Gdyni na Darze Pomorza).
Po ceremoniale obie synowe obdarowałem wiązankami róż.
Po oficjalnych uroczystościach wznieśliśmy toast lampką szampana za pomyślność rozchodzenia się książki wśród czytelników. Zasiadłem do wpisywania dedykacji.
Impreza dobiegła końca i w miłej atmosferze goście rozeszli się do swoich domów.
Ceremonia “wodowania” nowo wydanej książki jest naszą polską tradycją morską. Wcześniej nazywano to spotkaniem autorskim, promocją książki itp.
W 1990 roku na pokładzie Daru Pomorza promowano właśnie książkę marynisty – kpt.ż.w. Karola Olgierda Burchardta i wówczas padła nazwa “wodowanie książki”. Ta nazwa przyjęła się, została zaakceptowana. Podobne uroczystości odbyły się na okręcie – muzeum “Błyskawica” oraz w gmachu Akademii Morskiej w Gdyni, a z czasem i w Szczecinie. Tylko na pokładzie Daru Pomorza do tej pory “zwodowani ponad sto książek o tematyce morskiej.
Oby takich wodowań było jak najwięcej, a książki wspomnieniowe z czasów pracy na morzu mnożyły się jak przysłowiowe “grzyby po deszczu”.
Wrażenia z ceremoniału na Darze Pomorza w Gdyni
i w Klubie Pod Masztami w Akademii Morskiej w Szczecinie
opisał Wiktor Czapp
Szczecin, listopad 2009 r.