Tragedia s/s WIGRY styczeń 1942 roku

s/s WIGRY nie był statkiem urodziwym - miał wysoki, czarny komin, na nim trzy czerwone pasy na białym tle. Był to znak armatora - Bałtyckiej Spółki Okrętowej, która posiadała zaledwie trzy statki. Wszystkie o nazwach jezior: “Wigry”, “Narocz” i “Kromań”.

Wigry do eksploatacji pod polską banderą weszły wiosną (w kwietniu) 1939 roku. Zbudowała go w 1912 roku angielska stocznia Sir Raylton Dixon Company w Middlesborough. Pływał pod brytyjską banderą jako s/s River Dart. Jego długość to 80,9 m, szerokość 11,8 m, a nośność 2718 ton. Posiadał trzycylindrową parową maszynę, która dawała mu w swojej młodości 1140 KM, z których jednak z biegiem czasu wiele “pozdychało” na morskich szlakach. Rozwijał 6 - 7 węzłów, a w warunkach sztormowych 3 - 4 węzły.

W wojennych jednak warunkach każdy statek był na wagę złota. Po wybuchu II wojny światowej Wigry znalazły się na zachodzie. W styczniu 1942 roku statek został skierowany z całookrętowym ładunkiem soli z Anglii do Islandii. Po wyładunku soli w porcie Reykjavik, przyjął na burtę 2000 ton workowanej mączki rybnej.

11 stycznia statek wyszedł ponownie na burzliwy Atlantyk. Będąc około 400 Mm od brzegów Islandii uległa awarii maszyna. Szalejący wiatr smagał bezwładnym statkiem. Wigry ciężko pracowały na fali. Wreszcie naprawiona nadludzkim wysiłkiem maszyna znowu ruszyła. Znów zaczęła obracać się unieruchomiona dotąd śruba okrętowa.

Kapitan statku Władysław Grabowski podjął decyzję: Wracamy do Reykiaviku, trzeba solidnie naprawić maszynę. Statek coraz mniej chętnie słuchał rozkazów człowieka. Obmarznięte przewody sterowe coraz częściej powodowały zacinanie się steru, statek coraz częściej stawał burtą do fali. W końcu trzon sterowy nie wytrzymał uderzeń fal i pękł, a wraz z nim nadzieja na szczęśliwe dopłynięcie do portu. Teraz bezwładne Wigry kładły się głęboko na burty, stając się igraszką oceanu. Wreszcie rozszalałe fale rzuciły statek na przybrzeżne skały. Do kadłuba wlewała się woda zalewając paleniska pod kotłami. Nastąpił wybuch kotła, który poranił część załogi maszynowej. Kiedy fale zmyły z pokładu bosmana, a potem jeszcze jednego marynarza, kpt.ż.w. Grabowski dał rozkaz opuszczenia statku. Kolejna wysoka fala zerwała wiszącą na zewnątrz (wojennym zwyczajem) lewą szalupę. Następne fale rozbiły ją z trzaskiem o kadłub statku. Statek tonął - brak pary spowodował zatrzymanie się pomp. Załoga, której udało się rzucić na wodę prawą szalupę, szykowała się do ewakuacji na pobliski ląd. Kapitan Władysław Grabowski odmówił zejścia do szalupy. Wypełniając starą marynarską tradycję, postanowił podzielić los statku, którym dowodził. W ślad za kapitanem i statkowy kucharz John Caroll odmówił zejścia z tonącego statku. W wodnej kipieli łódź z załogą wywróciła się jednak do góry stępką. Część rannych od wybuchu kotła marynarzy od razu utonęła, część ludzi uchwyciło się dziobu przewróconej szalupy. Jednak wysoka fala i przejmujący mróz pokonały nawet tych najsilniejszych. Po kolei odpadali od dziobu - starszy oficer Zygmunt Lewicki, III of. Czesław Nowak, mechanicy: Józef Zieliński, Adam Trucko, Bolesław Schmidt. Tylko trzech marynarzy zdołało dopłynąć do zbawiennego lądu.

Niestety, radiotelegrafista Cecil Przybysiak zmarł z wycieńczenia zaraz po dotarciu do lądu. Pozostałym dwóm - Ludwikowi Smólskiemu i Bogdanowi Kristjansowi udzielono pierwszej pomocy i schronienia w pobliskiej owczej fermie. Rankiem brytyjski patrol wojskowy zabrał ich do miejscowego szpitala.

Wigry, które stały się grobowcem swego kapitana i kucharza, niemal doszczętnie rozbite o przybrzeżne skały, pozostały jako wrak. Resztki wraku Wigrów opadły na dno fiordu Haval, niedaleko portu Akranes.

W załodze Wigrów byli nie tylko Polacy. Było tam dwóch Islandczyków, jeden Amerykanin, dwaj Australijczycy, Jeden Anglik i jeden Polak rodem z Kanady - typowa wojenna mieszanka załogi.

Osiemnastu członków załogi s.s Wigry zostało pochowanych na cmentarzu Fossrogi w stolicy Islandii - Reykiaviku. Pogrzeb odbył się 28 stycznia 1942 roku. Trumny ze zmarłymi kolegami nieśli marynarze z transatlantyka “Batory”, który tego dnia przypłynął z Glasgow z kontyngentem wojskowym. Obecni na cmentarzu Polacy odśpiewali pieśń “Boże coś Polskę”

1 mają 2009 roku rusza ze Szczecina wyprawa pod nazwą “ISLANDIA 2009” jachtem “STARY” należącym do Akademickiego Związku Sportowego. Wyprawę prowadzi Kapitan Maciej Krzeptowski - słynny szczeciński żeglarz. Wyprawa odbywa się w 50. rocznicę rejsu jachtu “WITEŹ II”, który jako pierwszy polski jacht po wojnie w 1959 roku dotarł do portu Reykiawik. Wyprawa wiezie tablicę pamiątkową upamiętniającą to wydarzenie. Tablica będzie przekazana do miejscowego muzeum morskiego.

Z okazji tej skorzystał też Szczeciński Klub Kapitanów ż.w. i przekazał zaprzyjaźnionemu kapitanowi Krzeptowskiemu szarfę o barwach narodowych z napisem “Ofiarom katastrofy s/s WIGRY” styczeń 1942 r. Szczeciński Klub Kpt.ż.w. Aby dołączył ją do wiązanki kwiatów i złożył na cmentarzu Fossrogi na grobach marynarzy s/s Wigry, którzy tam pełnią swoją marynarską wieczną wachtę, a którzy zginęli na morskim posterunku w styczniu 1942 roku.

Wyszukał w archiwum Neptuna,

zebrał i opisał

Wiktor Czapp

Szczecin, 31 maja 2009 r.